Śledzik wkrótce przypłynie

Dawid Pacha

śledzik logo Na stronie śledzik.pl możemy odczytać póki co enigmatyczne hasło “śledzik wkrótce przypłynie”. Do tej pory o śledziku było całkiem głośno. Wszyscy podśmiewali się z nazwy serwisu (moim zdaniem jest całkiem niezła), ale nikt naprawdę nie wiedział jak będzie wyglądać. Dzisiaj wiemy trochę więcej. W sieci pojawiło się wideo pokazujące jak Śledzik wygląda z perspektywy użytkownika.

Wiemy, że:

  • wpisywane wiadomości będą dłuższe niż 140 znaków (tyle wynosi ogracznienie na Twiterze)
  • do śledzika zalogujemy się za pomocą konta z naszej-klasy lub zakładając nowe
  • możemy śledzić lub być śledzeni (standard),
  • pojawia się liczba znajomych (czy to są znajomi z Naszej-Klasy tego nie wiadomo)

Czy Śledzik się przyjmie? Czy wygra w konkurencji z Pingerem, Blipem i Twitterem? Na pewno dzięki zasięgowi NK dobrze wystartuje. Przyszły rok zapowiada się rokiem odkrywania przez polskich internautów serwisów mikrobloggingowych i co za tym idzie zwiększeniem zasięgu działań marketingowych na tego rodzaju platformach.

Zaraźliwość śmiechu

Krzysiek Sobieszek

Skype znany wszystkim. Na pewno większość z was używa. Ale kto korzysta z rozmów video? Pewnie już nie każdy.

Co zrobił Skype, żeby promować videorozmowy? Moim zdaniem rewelacyjną kampanię. Postawili na śmiech jako na najbardziej, pozytywną, uniwersalną, międzykulturową, budującą społeczność, a przede wszystkim zaraźliwą emocję. I postanowili wciągnąć w to użytkowników Skype pokazując przy okazji funkcjonalność videorozmów.
Nagrali krótki filmik, gdzie 8 osób kolejno zarażało się od siebie śmiechem. Filmik był promowany na YouTube. Sami zobaczcie jak zaraźliwy jest śmiech i spróbujcie obejrzeć cały nie śmiejąc się.

Potem każdy mógł używając specjalnej strony www i Skype nagrać swój śmiech i powiększać ?łańcuszek śmiechu?. Proste, ale w tej prostocie genialne.
Wynik również całkiem niezły. 11 000 ludzi z 77 krajów utworzyło ponad 3-godzinne video z łańcuszkiem śmiechu. Sam film był oglądany 13 milionów razy i obiegł wiele popularnych blogów i serwisów video.
Sama kampania pokazuje moim zdaniem jak można zgromadzić społeczność wokół? emocji. I budować na tym potencjał marketingowy. Rzadka sprawa, a z mojej strony SZACUN
Warto wejść również na stronę skypelaughterchain, gdzie cały case jest opracowany w krótki i przystępny sposób. To pokazuje jak strona WWW pojedynczej kampanii może żyć… po kampanii.

Bomba argumentów o social media w videopigułce

Krzysiek Sobieszek

Lubię mocne tezy. Ta o mediach społecznościowych jako o podstawowej przestrzeni życia współczesnych ludzi wydaje się uzasadniona. Może jeszcze nie teraz i nie wszędzie, ale już niedługo ;)

A jeśli jescze ta teza wyrażona jest w konkretny, jednoznaczny  i przekonujący sposób, klikam “Lubię to!”.

A wy zapoznajcie się z rewolucją. Miłego oglądania.

Socialnomics rulez! (to tak w ramach jakiegoś krzykliwego hasła na koniec posta)

Przykłady wykorzystania Twittera przez marki

Dawid Pacha

Pisaliśmy już o tym czym są serwisy microbloggingowe, a w szczególności Twitter. Pora na przedstawienie kilku case-study do czego Twitter może posłużyć markom.

1. Pokaż ludzką twarz marki

southwest
Linie lotnicze Southwest Airlines prowadzą nieformalny kanał na Twitterze, gdzie wchodzą w nieformalne interakcje ze swoimi klientami. Poprzez zabawianie Followersów pozbywają się twarzy organizacji budując pozytywny wizerunek marki, bliski ludziom.

2. Alternatywna obsługa klienta

jetblue

Kolejna linia lotnicza, tym razem Jet Blue angażuje się w Twittera. Być może dlatego, że pasażerowie są wyposażeni w telefony komórkowe za pomocą, których mają łatwy dostęp do tego kanału komunikacyjnego? Nie wspominając o tym, że lotniska posiadają bezpłatne Wi-Fi z których to pasażerowie robią pożytek podczas oczekiwania na lot. Latanie z natury rzeczy jest obciążone stresem: opóźnienia wylotu, zagubiony bagaż. Firmy pasażerskie wiedzą, że to wzbudza emocje i chcą być w tam gdzie klienci mogą wylewać swoje żale. Co by było, gdyby w PKP było WiFi albo przynajmniej dobry zasięg 3G na trasie? Strach pomyśleć. Ciekawe jest to, że w Bio profilu Jet Blue mamy zawsze aktualne dane na temat tego, kto z imienia i nazwiska obsługuje w danej chwili kanał.

3. Komunikowanie o okazjach, kuponach

dell

Dell posiada kilka różnych profili na Twitter’ze. Jednym z nim posługuje się w celu nadawania informacji na temat najnowszych promocjach, zniżkach. Użytkownicy śledzący profil otrzymują specjalne kody na produkty, które następnie można wykorzystać w sklepie internetowym otrzymując odpowiednią zniżkę. Na przestrzeni pierwszych sześciu miesięcy 2009 roku Dell sprzedał produkty o wartości miliona dolarów, dzięki komunikacji przez Twittera.

4. Alternatywny kanał dystrybucji treści

krytyka

Nie tylko blogerzy wykorzystują mikroblogi do informowania o nowych postach. Robią to również marki. Krytyka Polityczna używa swojego profilu do dystrybucji linków do artykułów dostępnych na stronie internetowej. Dla wielu ten sposób dystrybucji treści jest znacznie bardziej atrakcyjny niż protokół RSS. Należy jednak uważać, aby relacja ta nie była zbyt jednostronna jak w przypadku Krytyki Politycznej, którą śledzi obecnie 208 użytkowników, a ona sama nikogo.

5. Monitorowanie co mówią o marce konsumenci

twitter search

Dialog na temat marki odbywa się bez względu na to czy marki w nim uczestniczą lub nie. Jedną z najbardziej podstawowych rzeczy, które marki powinny robić na Twitterze i innych platformach mikroblogowych, to śledzić co klienci mówią o jej produkcie i usługach. Zaawansowane opcje wyszukiwania po słowach kluczowych, lokalizacji i wielu innych kryteriach oraz zewnętrzne oprogramowie do śledzenia trendów, agregowania postów zawierających pożądane frazy (jak np. nazwa marki) ułatwiają monitorowanie dyskusji internautów.

Wave4 – raport o wirtualnym świecie social

Krzysiek Sobieszek

Zazdrość – straszna rzecz :) Ale muszę przyznać, że poczułem ją odrobinkę widząc jak konkurencyjny dom mediowy wypuszcza fajny raport.

Rzetelny kawałek wiedzy popełniony przez Universal Mc Cann. Jak sama nazwa wskazuje jest to już czwarta fala badania zrealizowanego na olbrzymiej ilości rynków. Jego celem jest uchwycenie najnowszych trendów w świecie mediów społecznościowych. Polecam prezentację wyników:



Co najbardziej przykuło moją uwagę:

  • Porównania z bardzo wielu różnych krajów całego globu – naprawdę warto czasem nabrać szerszej perspektywy niż polskie “piekiełko”
  • Social media stają się prawdziwą “areną konwergencji”. O ile kiedyś byliśmy skłonni używać osobnych platform do kontentu tekstowego (np. blogi), osobnych do zdjęć, a jeszcze innych do video dziś wszytko migruje do mediów społecznościowych, które stają się platformami multimedialnymi. Raport zwraca tu uwagę na blogi i w jeszcze większym stopniu na serwisy społecznościowe. Większość tego co wytwarzamy w sieci trafia na nasze profile, które stają się agregatami dla UGC.
  • Prawdziwym “królem” kontentu social staje się video, jego upload do blogów i serwisów społecznościowych szybko wzrasta.
  • Serwisy społecznościowe nie są chwilową modą wśród użytkowników. Znaczna większość aktywnie zarządza profilami i wyszukuje znajomych poprzez sieci społeczne
  • Polecam znajdujące się na końcu prezentacji (ktoś mógłby nie wytrwać i aż tam nie doczytać ;) ) zasady jak skutecznie zaistnieć w sferze social media jako marketer. Nie powiem – mądre. Może nie odkrywcze, ale… znowu ta zazdrość ;)

Gdyby ktoś chciał się, cytując mojego kolegę z pracy “zabawić w archeologa” to wyniki z poprzedniej fali – Wave3 do obejrzenia TUTAJ

10 powodów dlaczego już lubimy wersję LITE Facebook’a

Dawid Pacha

Na socialmedia.pl staramy się nie gonić za typowymi nowinkami w Social Media, tym razem zamieniamy się w ANTYWEB, bo temat jest nam bardzo bliski.

Co to jest Facebook Lite?

Facebook lite to nowa, odchudzona, opcjonalna wersja serwisu dostępna niebawem pod adresem http://lite.facebook.com. W tej chwili wersja lite weszła w testy beta i ma do niej dostęp ograniczona liczba użytkowników (podobno reakcje bardzo pozytywne). Nie ma oficjalnej informacji o starcie usługi.

screenshot-fb

Dlaczego uważam to za fajne rozwiązanie:

1. Brak notyfikacji z apliakcji w Activity Feedzie. Coraz więcej ludzi narzeka na ich przeogromną ilość. Można zablokować spamujących znajomych, można też zablokować poszczególne aplikacje, ale to nie jest idealne rozwiązanie. Nowe aplikacje pojawiają się codziennie, a zupełnie odcinać się od wszystkich postów znajomego to też przegięcie.

2. Świetne rozwiązanie ograniczenia funkcji sharingu do uzupełniania statusu, dodawania foto i wideo. URLe lądują w statusie (tak jak było kiedyś), wszystko jest klarowne i przejrzyste. Nie znam nikogo, kto korzysta z dodatkowych opcji sharingowych jak np. postowanie z aplikacji w tym miejscu.

3. Serwis jest prostszy w obsłudze. Wreszcie miłośnicy mikroblogów nie będą narzekać, że Facebook jest zbyt przeładowany funkcjami, a takie głosy się pojawiały.

4. Jeden link do profilu w menu głównym – wreszcie (w normalnej wersji są dwa).

5. Link do sekcji eventów w menu. Genialne. Przydałby się jeszcze link do grup i aplikacji, ale nie wiem jak będzie wyglądać strona główna po zalogowaniu, więc nie krytykuję.

6. Activity Feed (lista aktywności) ograniczona do zamieszczanych statusów, linków, foto i wideo, czyli to co niesie za sobą największą wartość i zajmuje relatywnie mniej miejsca w porónaniu do postów aplikacji.

7. Elementy menu profilu pod avatarem na stronie profilowej: dużo bardziej widoczne dla oka miejsce. Połączone sekcje wideo i foto! Dobre, bo w wideo i tak nikt sam od siebie nie klika.

8. Wersja lite, to przede wszystkim krótsza strona dzięki kondensacji i pozbyciu postów z aplikacji, więc nie musimy męczyć scrolla w myszce.

9. Pozbycie się elmentu “znajomi” z menu głównego. Gdy szukam znajomego łatwiej jest mi wpisać jego nazwisko lub imię do wyszukiwarki (autouzupełnianie – autopodpowiedź).

10. Brak ostatniego statusu na samej górze. Jest wielu heavy userów, którzy status uzupełniają bardzo rzadko, a np. linki z komentarzem dodają codziennie (to przecież prawie to samo). Mimo tego najważniejszą wiadomością na ich profilu jest status sprzed miesiąca o przegranej Polaków w piłce nożnej. Czy to ma sens? Najświeższa aktywność jest przecież zawsze na topie.

A co Wy myślicie?

Opłacalność marketingu w Social Media

Dawid Pacha

W okresie spowolnienia gospodarczego firmy rewidują swoje budżety, co w praktyce oznacza zmniejszenie wydatków np. na marketing. Tym razem mamy do czynia z jedną zasadą, która przeczy tej regule. Marki zwiększają wydatki na obecność w Social Media i to mimo tego, że nie dysponują danymi, które potwierdzają opłacalność tej inwestycji. Trudno znaleźć w USA firmę, która nie ma firmowego bloga, Fan Page na Facebooku lub konta na Twitterze. Ostatnie badania przeprowadzone przez Burson-Marsteller pokazują, że 54% firm z listy Fortune 100 używa Twittera do bezpośredniego kontaktu z udziałowcami, 32% prowadzi bloga, a 29% ma stronę na Facebooku.

Ten trend obserwujemy również w Polsce. Pytanie pozostaje: czy inwestycja w Social Media się opłaca? Dzięki Wetpaint i Altimeter Group powstał raport, który miał na celu zbadanie zależność między wynikami finansowymi firm z Fortune 100 i ich aktywnością w Social Media. Konkluzja jest taka, że wśród największych marek na swiecie występuje korelacja między ich wynikami finansowymi, a inwestowaniu w Social Media.

Wnioski:

  • im więcej kanałów wykorzystuje marka tym ogólnie szybciej się w nie angażuje
  • zaangażowanie jest różne w poszczególnych przemysłach – firmy z rynku mediów, technologii angażują się najbardziej, a najsłabiej z rynku spożywczego (wyjątek stanowi Starbucks) i finansowego

Wykres prezentuje stopień zaangażowania marek w SM. Ich położenie jest uzależnione od ogólnego stopnia zaangażowania i ilości kanałów na których są obecne.

engagement11. Mavens – prowadzące aktywnie działania poprzez wiele kanałów: Dell, Starbucks, Microsoft, Google, Ebay, Nike

2. Butterflies – umiarkowanie słabo obecne, ale na wielu kanałach: American Express, Hyundai, Panasonic, Audi, Lexus, Nokia

3. Selectives – obecne tylko w wybranych miejscach, ale intensywnie: H&M, Philips, Smirnoff, GAP, UPS, Nivea

4. Wallflowers – obecne nieśmiało w niewielu miejscach lub dopiero zaczynają przygodę z Social Media: McDonalds, BP, AXA, Kellogg’s, Goldman Sachs

Wyniki finansowe mówią same za siebie:

wykrestCo na to nasze polskie marki?

Social Media to nie tylko społeczności

Dawid Pacha

Z pojęciami związanymi z internetem jest jak z polskimi tytułami filmów. Idziesz na Die Hard, a lądujesz na Szklanej pułapce. Dirty Dancing to w naszym kraju Wirujący seks, a Terminator – Eletroniczny morderca. Niektóre z tych tytułów są dobrym żartem w towarzystwie, inne przyjmują się i wchodzą w obieg (Młodzi gniewni – Dangerous Minds).

Podobnie jest w internecie. Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy Social Networking Sites nazwaliśmy serwisami społecznościowymi bez oddania słowa “Networking”. Być może właśnie dlatego w ostatnich badaniach D-Link Technology Trend z 28 lipca uznano serwis Sympatia.onet.pl za serwis społecznościowy mimo, że jest to serwis randkowy bez funkcji budowania sieci społecznej.

Ten sam proces można dzisiaj zauważyć z Social Media. Niektórzy tłumaczą ten termin jako społeczne media, media społeczne, czy media społecznościowe i jest ok. Problem powstaje, gdy stawiamy znak równości między Social Media, a społecznościami, a to nie zawsze to samo. Gdy Gazeta.pl umożliwia internautom komentowanie, ocenianie i polecanie innym artykułów to jeszcze nie jest społeczność, tylko Social Media.

Internetowe społeczności (nie ograniczam tego tylko do Social Networking Sites) muszą spełniać następujące kryteria:

  • ciągłe nie tymczasowe – poszczególni członkowie odchodzą i przychodzą, ale core pozostaje przez długi czas
  • zrównoważone – w ich ramach dochodzi do różnych dyskusji, inicjatyw, których inicjatorami są różni użytkownicy wymieniający się rolami – dlatego czytelnicy popularnego bloga jak np. antyweb.pl nie są społecznością
  • gromadzą się wokół wspólnej idei, celu, a nie wokół treści, content jest bardzo ważny, ale nie jest siłą, która scala społeczność
  • ich członkowie poznają się ze sobą, dochodzi między nimi do interakcji
  • liderzy społeczności nie są nimi z nadania, wyłaniają się w demokratycznym procesie

spolecznosci

Jak to się ma do marketingu? Marketing społecznościowy (Community Marketing) i marketing w społecznych mediach (Social Media Marketing) to nie zawsze to samo, chociaż potocznie używa się tych pojęć zamiennie (np. tutaj). Marketing społecznościowy jak pisał wcześniej Krzysiek Sobieszek, to “działania marketingowe wykorzystujące powiązania między ludźmi”. Krzysiek podkreśla, że marketing społecznościowy istniał przed epoką internetową (w odróżnieniu od SMM). Marketing społecznościowy to bardzo spora część marketingu w społecznych mediach, ale nie całość.  Wcale nie musi bazować na sieciach społecznych. Social Media Marketing to np. optymalizacja stron internetowych pod kątem Social Media (SMO). SMM to również wykorzystywanie narzędzi takich jak Twitter do nadawania komunikatu bez angażowania się w społeczności jak robi to Asthon Kutcher, który ma ponad 3 miliony followersów sam obserwując 187.

Gdy pierwsza część Die Hard odbywała się w szklanym wieżowcu, tytuł “Szklana Pułapka” wydawał się jak najbardziej w porządku. Pech chciał, że powstały jeszcze trzy części tego filmu.

Mody rodem z YouTube?

Krzysiek Sobieszek

…bywają dziwne. Ale warto je znać . Dziś będzie o dwóch.

Jestem hardcorem”. Tzn. nie wiem czy ja jestem. Jak oglądam ten filmik to mam wątpliwości. Ale bez wątpienia jest to początek mody, a nawet trendu popkultury. Tak, tak – jest to tylko początek?

Moi znajomi prowadzą szkołę angielskiego. Właśnie wrócili z obozu z dzieciakami. Podobno to tekst, który przeważa w komunikacji. “Jestem hardcorem”, lub “jesteś hardcorem” to podstawowy przecinek. Absolutny hit. Jak to się dzieje, że w sumie niczym się nie wyróżniający filmik potrafi ruszyć taką lawinę? Nie wiem, ale wiem że YouTubowi twórcy kontentu ruszyli zmasowanym frontem. Wersja wyścigowa, wersja Kononowicz, wersja sportowa, wersja Mario Bros. I setki innych. Trend się rozwija i wkracza do popkultury. Dziś pojawiają się już np. koszulki. Świat marketingu TV też reaguje. Tekst pojawia się w najnowszych spotach Tymbarku. Skoro spot ma trafiać do młodych to musi… być hardcorem.

Kto wie, być może dzielną drużynę kreatywną Tymbarku zainspirowało to, że ich wcześniejszy spot został już stuningowany przez użytkowników na modłę “jestem hardcorem”.

Jeśli kogoś interesują niemierzone odmęty hardcoru, może w nieskończoność przeglądać stronę www.jestemhardcorem.pl.

Inna moda z YouTube również ma już chwilkę, a nosi miano “Daj kamienia!”

I znowu? setki przeróbek. Katolicka, Predator, czy Harry Potter to tylko nieliczne przykłady.

A teraz mariaż obydwu przedstawionych “mód”.

Bo tak naprawdę są bliźniaczo podobne. Prosty, a nawet prostacki tekścik, który “załapał” stając się wodą na młyn amatorskich twórców kontentu. Moim zdaniem za jego sukces odpowiadają dwa czynniki. Przede wszystkim łatwość zastosowania. Jest na tyle uniwersalny, że pasuje do niemal wszystkiego. I łatwo go podłożyć, przerobić. Tym samym łatwo być twórcą epoki “Jestem harcorem!” lub “Daj kamienia!”. A jak łatwo, to więcej ludzi to robi. A im więcej ludzi robi, tym więcej innych załapuje trend. I to jest właśnie drugi czynnik. W psychologii odpowiada za to mechanizm społecznego dowodu słuszności. “Jeśli jest tego tyle to musi być fajne”. Miliony nie mogą się mylić . I kula śniegowa się stacza chwytając nas coraz więcej. Może nas to przerażać, ale to przecież normalne. Choć czasem przerażająco płytkie…

A na koniec piosenka dla dzieci… tak żeby było miło! :)

Twitter in plain Polish

Mateusz Krogulec

Obecnie najmodniejszym serwisem społecznościowym w USA jest Twitter. Amerykańscy celebryci, szefowie wielkich firm, organizacje pozarządowe, media, a przede wszystkim normalni internauci są ogarnięci manią tweetowania. W maju Twitter wygenerował 30 mln odwiedzin co daje blisko 1500% wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem z przed roku. Liczby robią wrażenie. W Europie, a w szczególności w Polsce Twitter dopiero zdobywa popularność. Ten tekst powstał aby zaprezentować przyszłym użytkownikom Twittera ideę mikroblogowania i wyjaśnić podstawy tweetowania.

Twitter to serwis mikroblogowy umożliwiający swoim użytkownikom pisanie i odczytywanie krótkich, mieszczących się w 140 znakach wiadomości zwanymi tweetami. W tym jednym zdaniu zawiera się istota mikroblogowania – jest proste i krótkie, tak jak tweety. Po prostu piszemy o tym co w danej chwili robimy, o czym myślimy, co czujemy. Można powiedzieć: Ok, lifestreaming już był, w statusach na komunikatorach, w serwisach społecznościowych. Był, owszem, ale nigdy jako kluczowa funkcja serwisu. Możemy wyobrazić sobie okrojenie MySpace do samego mood, albo Grona do blimp, do którego wrzucamy kilka, kilkanaście wpisów długich na 140 znaków. Nasze tweety wyświetlają się na profilu osób, które nas obserwują. Możemy też wysłać tweet skierowany do konkretnej osoby poprzedzając go @nick. Wiadomość ta jest widoczna dla wszystkich śledzących nasz profil oraz naszego rozmówcy. Można to porównać do rozmawiania przez statusy na GG. Proste prawda?

Dzięki otwartemu API Twitter zyskuje ogromną ilość nowych zastosowań. Z łatwością można dzielić się zdjęciami (twitpic.com), skracać linki i liczyć wejścia z naszego profilu (np.: su.pr). Możemy jednym kliknięciem zmienić tła i avatar na zielone w geście solidarności z protestującymi w Iranie (iran.greenthumbnails.com) albo dostać listę osób, które piszą o podobnych sprawach co my (crazybob.org/twubble/). Dzięki otwartemu API mogą powstawać najdziwniejsze projekty np.: liczące przekleństwa na Twitterze cursebird.com. Wystarczą chęci i umiejętności programistów. Otwarty interfejs aplikacji pozwala również na obsługę programów do tweetowania (np: TweetDeck pod Windows, Mac OS i iPhone), które w dużym stopniu ułatwiają i przyspieszają tweetowanie. Otwarcie się na użytkowników i programistów jest moim zdaniem kluczem do sukcesu Twittera.

I pamiętaj: Nic na siłę. Ludzie, których nie obchodzi co robisz nie śledzą Twojego profilu i nie otrzymują Twoich tweetów. To samo działa w drugą stronę – nie musisz ich obserwować ;-)

I na koniec rozwinięcie tematu ?Twitter in plain english?:

Co to jest “Marketing społecznościowy?”

Krzysiek Sobieszek

To moje pierwsze gościnne wystąpienie na Social Media Blog. Dlatego zacznijmy od podstaw…

Pewnie do pytania z tytułu można podejść na kilka sposobów, ale ja używam pojęcia “marketing społecznościowy” dla określenia całości świadomych działań marketingowych wykorzystujących ludzi i powiązania w między innymi. Tylko tyle i aż tyle.

Jak widać w żadnym razie nie dotyczy on wyłącznie środowiska Internetu i nowych mediów. A jednak dopiero od niedawna to pojęcie zaczyna robić karierę i jednoznacznie wiążemy je z ekranem komputera i Siecią. Co o tym decyduje? Są 3 podstawowe powody.

  • Skala komunikacji. Ujmując rzecz wprost: każdego człowieka na ziemi przyłączonego do Sieci dzieli od innego jedno klikniecie. Każdy ma do dyspozycji niemal nieliczenie wiele narzędzi komunikacyjnych, możliwości wynajdywania ludzi o najróżniejszych upodobaniach, łączenia się w grupy, etc. W tym sensie Sieć jest miejscem skrajnie “społecznym”. Nie dziwi więc, że aktywność nakierowana na innych staje się jednym z kluczowych zajęć ludzi w Internecie. Miliony kont na serwisach społecznościowch, tysiące spędzanych tam godzin, niezliczone ilości przesyłanych wiadomości, blogi, aktywne fora na praktycznie każdy temat – to tylko przykłady. Esencją jest fakt, że bardzo duża część ludzi używających Internetu uczestniczy w rosnącej liczbie różnych grup i relacji, wymieniając coraz więcej komunikatów w coraz krótszym czasie. Skala zjawiska jest jak najbardziej porównywalna do skali mass mediów.
  • Różnorodność komunikacji. Z równą swobodą posługujemy się tekstem, jak i zdjęciami filmami, czy plikami dźwiękowymi. Wrzucamy zdjęcia na profil społecznościowy, umieszczamy  na swoim blogu, a link  w opisie na komunikatorze. Nagrywamy komórką filmy na imprezie, przesyłamy znajomym ciekawy cover utworu ulubionego zespołu. Oczywiście cały czas posługujemy się słowem pisanym, wyrażamy swoje opinie na forach, ale często po prostu gaworzymy przez Internet. Niektórzy piszą artykuły i blogi, czasem wzbogacają je o video. Niektórzy wolą tylko kliknąć w przycisk pozwalający im powiedzieć innym, że coś im się spodobało. A jeszcze stają się prawdziwymi twórcami muzyki, kina niezależnego lub grafiki. Tak jak w normalnym życiu, wykazujemy różny poziom aktywności, lecz ważne jest że strumienie informacji przekazywane między ludźmi przyjmują rozmaitą postać. Postać multimedialną.
  • Możliwość wykorzystania. Relacje między ludźmi w środowisku cyfrowym oprócz tego, że osiągają większą skalę i różnorodność są w dużej części widoczne i dostępne. Jest tak za sprawą Internetu jako platformy. Dzięki temu świat relacji międzyludzkich bardziej niż kiedykolwiek staje otworem dla działań marketingowych. Zmienia się więc po prostu skala możliwości wykorzystania zjawiska.

Media cyfrowe nadają zupełnie nowy wymiar zjawisku które nie jest niczym nowym. To dzięki temu ludzie stają się medium XXI wieku obok którego marketerzy nie powinni przechodzić obojętnie.