sobota , Wrzesień 21 2019
SEMrush
Home / News / Facebook / Name Branding i Facebook – z drugiej strony barykady

Name Branding i Facebook – z drugiej strony barykady

Polecamy
Rank Tracker
Link Assistant
SEMRush
Brand24

Dominującą część wpisów na blogu można przypisać do kategorii „co zrobić, żeby biznes był łatwiejszy”. Tym razem będzie trochę inaczej. Jako że mam garść znajomych pracujących przy rekrutacjach dla agencji pracy i korporacji, zebrałem wywiad na temat roli, jaką w ich pracy odgrywają portale społecznościowe oraz name branding. Są w tym rzeczy ogólnie wiadome, ale są i niespodzianki.

Name branding – zaczynamy

Name-branding albo name-marketing, czyli po prostu promocja nazwiska (a przy okazji własnych dokonań jest podobno najlepszym sposobem na dotarcie do pracodawcy. Według niektórych HR-owców nawet zdecydowanie lepszym niż samo CV. To już może dziwić, ale jeśli się nad tym zastanowić, to jest uzasadnienie dla takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim należy jednak cofnąć się o krok i wprowadzić rozróżnienie na name-branding celowy i prowadzony mimochodem.
Ten drugi jest marketingowo wątpliwy, ponieważ nie ma określonego celu, nie posługuje się starannie dobranymi środkami i tak naprawdę często ma negatywny przekaz, o czym przekonać się można przy wielu okazjach. Kluczem do sukcesu będzie więc personal name branding świadomy i celowy, z celem najczęściej zdefiniowanym szeroko jako „budowa korzystnego wizerunku”. Jak się to robi? Po pierwsze – i tu sprawa oczywista, ale nie dla wszystkich – nie kompromitując się.

Kanty w CV

Sieci społecznościowe błyskawicznie ujawniają to, co w CV wygląda inaczej. W niektórych działach HR co najmniej 80% CV i listów motywacyjnych jest „niepewnych”, a ostatecznie 40% jest później kwalifikowanych jako niewiarygodne i to w dużej części właśnie poprzez nieświadomy name branding. Po prostu – to, co można znaleźć na profilu FB jawnie przeczy temu, co znajduje się w CV.
Co oczywiste, rekruterzy więcej wiary mają w to, co widać w sieciach społecznościowych, tym bardziej że na prawdziwość zawartych tam twierdzeń mają setki dowodów w postaci zdjęć, komentarzy i lajków. Skoro mamy ustalone, w czym tkwi problem, można też łatwo wskazać, jak ten stan rzeczy naprawić, czyż nie? No właśnie nie…

Mam zaśmiecony profil, jak żyć?

Pytanie niegłupie, bo jeśli chcesz zacząć name branding na profilu, na którym regularnie chwalisz się dokonaniami po piątkowej imprezie, to wysprzątanie takiego bałaganu do zadań łatwych nie należy, tym bardziej że pewnie już ktoś gdzieś się pochwalił Twoimi postami, udostępnił je u siebie itd. Dlatego pozbyć się ich nie idzie, a jedynym sposobem na to, żeby tę historię zostawić za sobą,
jest zamknięcie starego profilu i otwarcie nowego, profilaktycznie ze świeżego adresu e-mail. Przy mniejszym rozgardiaszu można pousuwać posty albo przynajmniej ustawić ich widoczność na prywatne, choć w tym przypadku też warto zauważyć, że przy rozbudowanej i aktywnej sieci znajomych pewnie część wpisów już dawno żyje własnym życiem.

Kilka punktów, na które warto zwracać uwagę

Po burzliwych i często przetykanych zabawnymi historiami rozmowach z ludźmi z HR stworzyłem listę rzeczy, o które trzeba zadbać w sposób szczególny, bo na to uczuleni są właśnie ludzie od rekrutacji. Na tej liście jest parę niespodzianek. Wiele osób odpada bowiem po
nawet pobieżnej analizie profili „wyczyszczonych”, czyli takich, na których teoretycznie podjęte były działania zmierzające do oczyszczenia nazwiska z niepotrzebnych rzeczy. A może najlepiej będzie, jeśli przedstawię co bardziej wartościowe komentarze z życia wzięte – prosto z ust ludzi z HR.
  • Była raz kobietka, która dokładnie wysprzątała swój profil ze zdjęć poimprezowych, ale zapomniała pousuwać komentarzy pod swoimi zdjęciami na tablicach. Szkoda – na zdjęciach nie było widać, ile ma promili, a w komentarzach chwali się wynikiem i zapowiada powtórkę. 
  • Gość miał doskonale wyczyszczony profil, nie było się do czego przyczepić, tylko dodał nowy wpis: „jutro idę na rozmowę do tych […] do roboty”. (Nawias ode mnie, ale pewnie wiecie, co tam mniej więcej było). 
  • Parafia poprosiła nas o sprawdzenie człowieka, który miał promować ich imprezy: Dzień Dziecka, parę innych świąt i pomagać w promocji przykościelnego punktu przedszkolnego. Poza znajomymi nie było się czego czepić, dlatego moja porada jest taka: wywal ze znajomych porno-gwiazdy, zanim ktoś będzie to sprawdzał. 
  • Facet wpisał sobie w profil wszystkie uczelnie, na których był na wymianie. (Przypis ode mnie: naprawdę, miesiąc albo trzy spędzony w budynkach uczelni nie czynią z Ciebie studenta tejże, więc warto ograniczyć się do paru najważniejszych dokonań, bo skakanie z uczelni na uczelnię wróży też skakanie z pracy na pracę i to wcale nie jest zaliczane na plus) 
  • Dziewczyna założyła nowy profil i jej pierwszym wpisem było „tutaj macie link dla starego profilu”. Stary nie był prywatny.

Co jeszcze możesz zrobić, żeby nie pokazać się ze zlej strony?

Facebook nie jest portalem stricte zawodowym i profile tworzone tylko po to, żeby przyszły pracodawca mógł sobie popatrzeć, nie są wiarygodne ani potrzebne. Nikt nie bierze ich na serio, dlatego lepiej po prostu zachować umiar w dzieleniu się tym, co jest na profilu prywatnym. Takie podejście sprawia, że całość wygląda zdecydowanie bardziej naturalnie i pokazuje nie tylko twarz profesjonalisty,
ale też człowieka, co jest o tyle ważne, że wiele firm szuka nie tylko ludzi z wykształceniem i doświadczeniem, ale także określonymi predyspozycjami psychicznymi. Profile społecznościowe są doskonałym źródłem również takich informacji, więc po prostu utrzymanie ich w „normalnym” stanie w zupełności wystarczy.

Jak często pracodawcy sprawdzają FB?

Wiele osób nie ma pojęcia o tym, jak ważne jest sprawdzenie profilu FB w procesie rekrutacyjnym. W wielu firmach – oczywiście nie na wszystkie stanowiska, ale od średniego szczebla w górę to norma – sprawdza się każdego kandydata już na pierwszych etapach rekrutacji. Mało tego – bardzo często nie robi się tego po to, żeby wykryć fałszywe informacje z CV czy znaleźć jakieś „haki”, tylko dlatego, że zadaniem rekrutera jest dobrze przygotować rozmowę, a do tego najlepiej jest znać osobowość kandydata. Zagląda się więc na FB dlatego, że to najłatwiejszy sposób.

Czy pracodawcy szukają sztywniaków?

Łatwo odnieść wrażenie, że pracodawców pociągają zdjęcia osób w stylu biznesowym. Tutaj wystarczającym komentarzem, który domknie ten artykuł, będzie wypowiedź mojej dobrej znajomej z HR-u:

„kiedy szukamy najlepszych profesjonalistów, zaglądamy raczej na LinkedIn. Na FB patrzymy, bo tam jest więcej ludzi i materiałów, ale co do zdjęć z sesji fotograficznych… One są jak CV – piękne, odpicowane, bez żadnej wady. Idealne. A my dobrze wiemy, że ideał nie istnieje, więc nikomu nie każemy »usztywniać się« na potrzeby rekrutacji. Szukamy ludzi z osobowością, więc odrobina szaleństwa z nutą rozsądku jest ceniona wyżej, niż samo szaleństwo i sam rozsądek”.

Potraktujcie to jako ogólną wskazówkę do zarządzania profilem na FB w celu stworzenia dobrego wrażenia. Mało tego – wydaje się, że to dobry sposób nie tylko dla tych, którzy chcą na profilu cokolwiek ugrać, ale dla wszystkich, żeby w społeczności być kimś, kim faktycznie jest się w rzeczywistości, bo każdy z nas ma w sobie coś z szaleństwa i coś z rozsądku, i żadnego z tych pierwiastków nie może zabraknąć w żadnym obrazie. Howgh.

Polecamy również: http://www.forbes.com/sites/prospernow/2011/01/10/the-power-of-a-name-branding-your-company-for-the-future/#2715e4857a0b138137d84f38

Polecamy
Rank Tracker
Link Assistant
SEMRush
Brand24

O Azteq Azteq

Zobacz również

najlepsze blogi finansowe

Najlepsze Polskie Blogi Finansowe 2019

Z każdym rokiem, można zaobserwować zdecydowany wzrost odsetku społeczeństwa, który stara się żyć w zgodzie …