niedziela , Listopad 18 2018
Home / News / Reklamy – środek masowego ogłupiania

Reklamy – środek masowego ogłupiania

Codziennie stykamy się z reklamami, które mówią nam, co jest obecnie „na topie”. Nawet jeżeli postanowilibyśmy zrezygnować z telewizji i tak nie uda nam się uciec od zalewu popkulturowej fali informacyjnej, która choćby podświadomie wwierca nam się w mózg kształtując sposób postrzegania świata, ponieważ reklamy są także w internecie czy na banerach.

Można więc zauważyć, że panoszą się niemalże w każdym aspekcie naszego życia. Oby nie doszło do tego, że przed snem nasze łóżko będzie zobowiązane nam wyświetlić kilkanaście reklam. Zjawisko kształtowania gustu przez media to fakt. I o ile dla „grubych ryb” czerpiących z tego zyski ma ono pozytywne skutki, dla przeciętnego Kowalskiego jest niebezpieczne. Dlaczego? Czytajcie dalej, a dowiecie się, jak konkretnie szkodzi nam zalew informacji z reklam i jak się temu nie dać. To prostsze, niż myślicie, a przy tym niebywale znaczące.

Reklamy a zaburzenie zachowania

Każdy psycholog powie ci, że kłamstwo powtarzane milion razy staje się dla ciebie prawdą, o ile w nie wierzysz. Tak samo informacja z konkretnym przekazem, z którą stykasz się niemalże 100 razy dziennie, może mocno oddziaływać na twoją psychikę. Główna treść reklamy jest zawsze taka sama:

„Kup nasz produkt, a będziesz cool! Wszyscy już go mają i się cieszą!”.

Oczywiście wydaje ci się, że jesteś odporny na taki przekaz podprogowy i na mimowolne pranie mózgu, ale to nie do końca prawda, ponieważ najgłębszych i zarazem najbardziej znaczących sektorów swojego mózgu (podświadomych) nie jesteś w stanie stuprocentowo kontrolować. W pewnym eksperymencie psychologicznym uczestnicy mieli szybko uzupełniać zdania właściwymi słowami, z tym że jedna grupa nieświadomie czytała i używała słów o zabarwieniu negatywnym, druga grupa o zabarwieniu pozytywnym, a trzecia grupa o neutralnym. Innymi słowy, grupa pierwsza była narażona na kontakt z takimi słowami jak nieuprzejmy, złość, gniew, niecierpliwa i tym podobne, podczas gdy grupa „pozytywna” odwrotnie.

Po zakończeniu eksperymentu każdy uczestnik zastawał egzaminatora odbywającego długą rozmowę telefoniczną. I co ciekawe, okazało się, że tylko 16% osób z grupy pozytywnej przerwało mu rozmowę w ciągu 10 minut. To samo zrobiło 38% osób z grupy kontrolnej i aż 67% tych, którzy naczytali się słów o nieuprzejmym kontekście.

Widzicie, jaki niefortunny wpływ na nasze zachowanie może mieć coś tak prostego, jak słowo, które czytamy? Zastanówcie się więc, czy to, że specjaliści od reklam używają wyrafinowanych technik manipulacji, nie wydaje się, lekko mówiąc niemiłe z ich strony, skoro może zmieniać nasze chęci i potrzeby? Nie zdarzyło wam się nigdy pod wpływem impulsu kpić czegoś, czego potem nie używaliście, bądź nagle, z niewiadomych przyczyn zapragnąć mieć coś na własność? Wydaje mi się, że każdy tego doświadczył, a to zasługa sprytnie wplecionego w każdą reklamę systemu skojarzeń, który nakierowuje twoje tory myślenia na zależność „nasz produkt= szczeście i satysfakcja”.

Właśnie przez reklamy często robisz rzeczy, na które nie masz ochoty, jednocześnie zapominając o prawdziwym szczęściu i wartościach głębszych, takich jak miłość, rodzina czy swoje pasje, a zastępując je płytkim pożądaniem materii i banknotów. Jak temu zaradzić? To proste: Wyraź jakąś świadomą intencję. Podświadomość ma to do siebie, że wyłapuje wszystko „jak leci”, ale jeżeli zostanie celowo zagłuszona świadomością, odbierze właśnie od niej jakiś przekaz i dostosuje się do niej. Kiedy zobaczysz jakąś reklamę, po prostu poświęć chwilę na powiedzenie sobie w myślach kilku słów w stylu „Nie potrzebuję żadnych badziewi do szczęścia” lub „Nie dam wpływać na swoje chęci reklamie!”.

Niby takie proste, aczkolwiek wielce pomocne i działające przede wszystkim. Z czasem nie będziecie musieli zwracać uwagi na to, żeby specjalnie się programować, bo stanie się to pewnego rodzaju nawykiem. Nawykiem, który korzystnie ukierunkuje wasze myśli, działania i chęci.

Manipulowanie poczuciem własnej wartości

W dobie kultu pieniądza i materializmu ciężko zachować zdrowe poczucie własnej wartości, ponieważ zewsząd atakuje nas przekaz „Nie masz banknotów? Jesteś zerem!”. Nie mówię, że pieniądze nie są potrzebne do szczęścia- owszem, są. Nie wolno im jednak nadawać wartości kluczowej i nazywać filarem dobrego życia. Są ludzie szczęśliwi bez pieniędzy- ci, którzy mają odpowiednie nastawienie.

Reklamy mocno zakorzeniają w nas obsesję na punkcie posiadania i w ten sposób wpływają na nasz obraz samych siebie- widzisz, że sąsiad ma lepszy samochód i już zalewa cię biała gorączka. Dlaczego? Otóż dlatego, że reklamy wmówiły ci, że posiadanie zacnego auta jest synonimem męskości, szczęścia, udanego życia i kto wie, czego jeszcze. Po prostu reklama nas spłyca, każe dostrzegać tylko powierzchowne strony życia i to na nich się skupić, a wiemy przecież, że szczęście za nic nie może pochodzić od przemijalnych wartości. Szczęśliwi ludzie to tacy, którzy uczepili się wartości większych, takich jak optymizm, duma, miłość, czy pomoc innym. Szczęście rodzi zdrowe poczucie własnej wartości, więc jak niby mamy być pewni siebie w świecie, gdzie reklamy chcą uzależnić nasz humor od posiadania tego, co akurat jest głośne? Sposobem radzenia sobie z manipulacją mass mediów jest ukierunkowanie swoich myśli.

Po prostu nie myśl o tym, czego nie masz i co mają inni- w ten sposób napędzasz zazdrość i gubisz poczucie własnej wartości. Pomyśl raczej o zaletach swojego życia. Pomyśl o tym, co doceniasz. Za każdym razem, kiedy zobaczysz w reklamie coś, co wpłynie na twój umysł i obudzi w tobie żądzę, zrównoważ ją, myśląc o czymś, z czego już jesteś zadowolony- o swoich dokonaniach, miłych momentach w życiu i tym, co już udało ci się skompletować- doświadczeniu, wspomnieniach, mądrości, miłości… jest tego wiele, wystarczy widzieć i doceniać, bo przecież to już było i jest zapisane w księdze życia, wiec nikt ci już nie zabierze przeszłości, w której trzeba znaleźć kilka kropel szczęścia.

Mówi się, że życie przeszłością jest niekorzystne- to prawda tylko wtedy, kiedy rozpamiętujesz wydarzenia negatywne. Natomiast kiedy wspominasz coś dobrego, wyświadczasz przysługę swojemu ego, łechcąc go i dając mu codzienną dawkę pochlebstwa. Każdy z nas lubi być doceniany, podziwiany i komplementowany, a dobra materialne są właśnie takim środkiem służącym temu, by inni cię zauważyli i być może pozazdrościli. Po co się zbytnio przejmować opiną innych, kiedy to ty jesteś ośrodkiem, centrum i panem własnego życia?

Doceniaj siebie, a nie będziesz potrzebował desperacko aprobaty innych. Myśl o sobie dobrze, a staniesz się odporny na reklamy, które chcą cię zepchnąć do stref niedowartościowania i zależności od dóbr przemijalnych. Masz coś, co nigdy nie przeminie- swoje „ja”. Zadbaj więc, by dostrzegać mnóstwo jego dobrych stron.

Ujednolicanie tłumu i wprowadzenie monotonii

Powiedzmy szczerze i otwarcie: duże koncerny nie lubią jednostek myślących i odrębnych. Takim bowiem ciężej wcisnąć kit. Zadaniem pojawiającego się wszędzie wspólnego trendu jest jak najbardziej nas do siebie upodobnić. Ci, którzy pierwsi poddają się uogólniającym nas przekazom reklam, pierwsi stają się owieczkami dążącymi za wyznaczonym im kierunkiem- konsumpcjonizmem.

Reklamy chcą nam za wszelką cenę pokazać, że życie jest chwilą i należy mieć gdzieś swoją przyszłość, że warto kupować, wydawać, być takim jak inni, że najlepszy sposób bycia to właśnie szara pospolitość. Dlaczego tak jest? Dlatego, drogi czytelniku, że szary tłum to mniej ludzi wielkich, mniej kreatywności i wyobraźni, mniej ochoty do łamania schematów w konsekwencji mniej konkurencji dla prezesów wielkich firm. Nie chcą oni, aby jakiś Kowalski wyszedł im naprzeciw, tworząc innowacyjną markę odzieży, innowacyjną sieć restauracji, czy też zrewolucjonizował gusta społeczności, ponieważ dla wielkich szych jest dobrze tak, jak jest- zarabiają na nas pieniądze, a my do tego chętnie im je dajemy, ponieważ wierzymy, że obecny stan rzeczy jest stanem słusznym.

Niestety, takie podejście tłumi w nas twórczość, ochotę do zrobienia czegoś zakrawającego na skalę globalnego sukcesu, czy też po prostu życia własnym życiem. Właśnie dlatego, że świat stara się zaszczepić w nas podobne gusta i przekonania, jest coraz mniej chętnych do tego, by myśleć. A, jak pewnie wiecie, to myślenie jest katalizatorem sukcesu. Twój, mój i innych sukces jest niepożądany w wielkim świecie, bo każdy przeciętniak pod wpływem pewnych czynników mógłby stać się potencjalnym zagorzeniem, bo to on zgarnąłby zainteresowanie ludzi kształtujących popyt.

Co więc zrobić, aby nie dać się tej chorej monotonii? Przynajmniej raz na dwa dni zrób coś nowego- skosztuj nowej potrawy czy przekąski, odwiedź nową stronę internetową, poczytaj artykuły na temat, który wcześniej cię nie interesował, spróbuj nowego sportu… możliwości jest cała masa i to wcale nie takie trudne, jak się wydaje. Rób podstawowe czynności, takie jak jedzenie, czy mycie zębów słabszą ręką, naucz się jednego zwrotu w kilku językach, poznawaj nowe osoby, odwróć poduszkę na łóżku tak, by nogi były tam, gdzie wcześniej głowa… po prostu za wszelką cenę wyłamuj się z rutyny, a zakodujesz w swojej głowie jedno niebywale istotne przeświadczenie: Nie będę pospolitym zjadaczem chleba!

To wspaniałe przekonanie uodpornia nas na przytłumienie przez kulturę popularną. Staraj się codziennie tworzyć kawałek wiersza, malować choćby dziecinne obrazki, może pisać opowiadania, może dzielić się swoją wiedzą i poczuciem humoru na stronach internetowych… jednym słowem twórz, zamiast brać. Dawaj coś od siebie, a wyrobisz jako nawyk korzystny pogląd: Jestem twórcą swojego życia i nikt nie ma mi prawa odebrać oryginalności i mocy sprawczej! Pośród tłumu żyjącego cicho i nudnie, ty będziesz jednostką z aspiracjami. Wiesz dlaczego? Bo masz do tego prawo!

Podobne Posty

O Azteq Azteq

Zobacz również

3 proste receptury copywritera na chwytliwe nagłówki w mediach społecznościowych

W mediach społecznościowych liczą się sekundy. Odbiorca w mgnieniu oka podejmuje decyzję, czy przeczyta dany …